Błędy w Visual Merchandisingu – subiektywne zestawienie cz.1

Błądzić jest rzeczą ludzką. Problem pojawia się wtedy, kiedy nie wyciągamy z popełnionych pomyłek odpowiednich wniosków. Jeśli nasze ego nie pozwala nam się przyznać do złej decyzji, lub gorzej utwierdzamy się w naszej racji, to niestety marna szansa na rozwój.

Kwestię popełnianych w visual merchandisingu chciałabym podzielić na dwie części:

  1. Błędy popełniane przez właścicieli firm, najemców, kierowników – generalnie osoby zarządzające, odpowiedzialne za wydawanie pieniędzy, zatrudnianie personelu oraz ostateczne decyzje w kierowaniu biznesem. Często ryba psuje się od głowy i niestety stado VMów nie naprawi szkód wyrządzonych przez zarząd/prezesa/kierownika …
  2. Błędy popełniane przez Visual Merchandiserów, czyli „grzechy codzienne” które psują wizerunek marki na codzień.

Chciałabym tylko dodać na wstępie, że jest to jak najbardziej subiektywna czyt.moja opinia, poparta doświadczeniem i pracą w firmach wszelakich: o rozmaitym zarządzie, większym bądź mniej kapitale, opinia ukształtowana przez lata pracy.

Część I

  • OSZCZĘDNOŚCI Chleb powszedni, można by rzec. Czymże byłby zarząd bez chociaż jednego dusigrosza… Ktoś mógłby mi zarzucić, że jestem taka mądra, bo nie mam własnej firmy, to się nie znam. Zgadza się: nie mam własnej firmy = pracuje na sukces i pieniądze kogoś, kto daje mi pracę i przede wszystkim wymaga. Wymaga: efektywności, efektowności, wyrobienia budżetu i gotowości do podejmowania wyzwań. Jednak, jak stare porzekadło głosi: „Z pustego i Salomon nie naleje”. Nie można oczekiwać, że na marnie oświetlonej witrynie z obdrapanymi manekinami na popękanej podłodze powstanie cudo, które przyciągnie wycieczki kupujących. Świadomość kosztów jest szalenie ważna, umiejętnie rozplanowane pieniądze dają możliwość rozwoju i stabilizacje. Oszczędzanie na materiałach marketingowych oraz visual’owych to grzech codzienny ludzi nieświadomych jak wiele może zdziałać atrakcyjna witryna i odpowiednio oznaczona przestrzeń handlowa. Jednak kwestią niewybaczalną (dla mnie osobiście niezrozumiałą) jest oszczędzanie na ludziach. Ciągły brak czasu spowodowany brakiem odpowiedniej ilości osób do pracy, rodzi frustracje i brak chęci do podejmowania wyzwań. Brak materiałów szkoleniowych, szkoleń i inwestycji w kadrę budzi poczucie zniechęcenia do pracodawcy, któremu obojętne jest to, czy jego sprzedawcy mają pojęcie co sprzedają. Niezatrudnianie ekip sprzątających oraz ochrony jest już poniżej krytyki, ale w dalszym ciągu na porządku dziennym. Można by tak bez końca.. Ale idźmy dalej!
  • BRAK ODPOWIEDNIEJ ANALIZY KONKURENCJI I NIEUMIEJĘTNE ŚLEDZENIE RYNKU Przytoczę małą anegdotę: mam dobrą znajomą, która zajmuje się vm’em od lat. Obecnie ma wysokie stanowisko w jednej z polskich firm, pretendującej do luksusowych. Na jednym z zebrań, prezes zarządu zapytał się czy marka Forever 21 stanowi dla nich zagrożenie? Moim zdaniem, prezes zadający takie pytania, może stanowić zagrożenie. Nie piszę tego złośliwie, chodzi o to że znajomość rynku i konkurencji to podstawa tego biznesu! Jeśli mamy w planach się rozwijać, to nic tylko trzymać wrogów bliżej niż przyjaciół. Z kolei ja miałam okazje pracować z dyrektorami, którzy ciągle za konkurenta przedstawiali mi H&M i Zarę, mimo że rodzaj sprzedawanego asortymentu pokrywał się może w 2%. Faktycznie, warto podglądać gigantów, jednak należy mierzyć siły na zamiary oraz budżet. Niestety oszczędzając na papierze do drukarki, nie można stawać w konkury z Inditexem.
  • BRAK OKREŚLONEJ GRUPY DOCELOWEJ – To bardzo boli. Ciężko ubierać manekiny, stylizować, tworzyć „szafy” i propozycje zakupu bez informacji z góry „Dla kogo i kim jest mój klient”. Nie ma czegoś takiego, jak „moda dla każdego”. Pora zacząć z tym żyć i traktować klientów poważnie.  
  • BRAK KALENDARZA VM – Jest to narzędzie, które umożliwia funkcjonowanie sklepu/sklepów. Rzecz bardzo ważna i każdy z pracowników powinien taką rzecz znać. Zaplanowanie z góry akcji promocyjnych, wyprzedaży, wyprzedaży sezonowych czy kampanii tematycznych umożliwia lepsze ogarnięcie marketingu i budżetu. Nie wspomnę o planowaniu pracy, czy urlopów. Robienie na wariata i czekanie pod witryną, kiedy nasz konkurent zacznie wyprzedaż albo rabaty jest bardzo ale to bardzo nieprofesjonalne.
  • BRAK ODPOWIEDNICH RAPORTÓW SPRZEDAŻOWYCH – Wydawałoby się oczywistym, że kontrola przepływu towaru i mierzenie sprzedaży to podstawa. A jednak! W dalszym ciągu istnieją miejsca, gdzie zamiast inwestycji w podstawowy program do badań konwersji i sprzedaży, większe uznanie ma szklana kula i źle rozumiane oszczędności.
  • NIEUMIEJĘTNIE WYKORZYSTANA WITRYNA OTWARTA – Witryna otwarta (jak sama nazwa wskazuje) nie ma ściany, zatem jej tłem jest cały sklep. Przekonanie o tym, że likwidując ścianę pokażemy więcej towaru i wejdzie więcej klientów jest pierwszym krokiem do katastrofy. W pierwszej kolejności: zadbajmy o wnętrze, określmy jego potencjał, zaplanujmy wygląd takiego okna na następne kampanie, akcje, wyprzedaże a dopiero potem burzmy ściany.
  • ZŁE GOSPODAROWANIE WEJŚCIEM – Niewielu zdaje sobie sprawę, z tego że wejście do sklepu to przedłużenie witryny, a czasem jej zamiennik jeśli butik jest naprawdę mały. W poście dotyczącym layoutu pisałam odnośnie wejścia. Zachęcam do zgłębienia tego tematu, bo wejście ma znaczenie. To jak ono wygląda, ile jest miejsca dla klientów i co w nim prezentujemy przekłada się na sprzedaż.
  • ZŁA LOKALIZACJA KASY – Ten temat również poruszyłam w poście dotyczącym layoutu. Jej ulokowanie może być kluczowe dla rotacji klienta. Podobnie jak zagospodarowanie przestrzeni wokół niej, ponieważ to jakie zostawimy po sobie wrażenie jest szalenie ważne i odbije się na wynikach sprzedażowych.

    Rysunek, który wykorzystałam we wpisie „Między regałami, czyli dobry layuot to klucz do sukcesu”.
  • „MALOWANIE TRAWY NA ZIELONO” – To trochę taka sytuacja, jak z tym różowym słoniem co stoi na środku pokoju, a wszyscy twierdzą że go nie ma. Jest to suma wszystkich popełnionych po drodze błędów, które nawarstwiają się w czasie i powodują same problemy. Brak ludzi, oszczędności, brak zaangażowania pracowników, zły vm… to wszystko naraz jest zamiecione pod dywan, bo przyjeżdża „wizytacja” i wszyscy stają na rzęsach, uśmiechają się do siebie, twierdząc że problem nie istnieje. Zwykły strzał w kolano. Trzeba umieć przyznać się do błędów i sukcesywnie poprawiać sytuacje. Dla przykładu podam tylko, że pełniłam funkcje dekoratora w jednej z zagranicznych firm. Pani Prezes na region polski uznała, że nie warto przyznawać się przed „górą”, że taka funkcja istnieje (wiadomo oszczędności), zatem w trakcie wizytacji miałam opuścić sklep (sic!), albo twierdzić że jestem kierownikiem z innego miasta na szkoleniu. Aktualnie firma zamyka sklepy w Polsce. Było ok 100 placówke zostało może z 40… Absolutnie nie twierdze, że akurat brak mojej osoby przyczynił się do zmiany ilości sklepów, to tylko kropla w morzu niedociągnięć.

 

Jeśli chodzi o część pierwszą, to tutaj chciałabym zakończyć wpis. Dodam tylko, że z każdej popełnionej gafy, każdego błędu można wyciągnąć wnioski. Zawsze jest jakieś wyjście i można szukać rozwiązania, aby polepszyć sytuacje.

Kolejna część poświecona błędom popełniamy przez VMów już w następnym wpisie. Zachęcam do komentowania!

Stay tuned!M. 🙂

Podaj dalej ...Share on FacebookPin on PinterestShare on LinkedIn

2 thoughts on “Błędy w Visual Merchandisingu – subiektywne zestawienie cz.1

  1. No chciałoby się powiedzieć Amen 🙂 Więcej takich postów! Masz super wiedzę merytoryczną i ogromne doświadczenie, widać na pierwszy rzut oka. Będę Cię śledzić, ostrzegam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *